do przodu - do tyłu
12 maj 2008 @ (codzienności)
Tags: bluzki, buty, ciuch, lumpeks, zakupy
Uh, oh. W końcu mam chwilę dłuższą (mam nadzieję), żeby usiąść i coś sensownego lub nie napisać. Intensywny tydzień to był właśnie ten poprzedni. Kilka dni nad jeziorkiem (bez opalania, jedyna czerwień na ciałku to ta od ugryzień komarów, a były ich ogromne ilości). Wczoraj wróciłyśmy, cały czas czuje się trochę zmęczenie w kościach. Może to przez niewygodne łóżko. Zawsze potrzebuję kilku nocek, aby się zaaklimatyzować w nowych warunkach. No i wszędzie te komary, pająki i inne paskudztwa. Brrrrrr. Moje kochanie dzielnie się ich pozbywało, ale ja też kilku dałam radę :).
Więc dziś postanowiłyśmy wybrać się w podróż po mieście, a dokładnie to do jednej z galerii handlowych. Wchodzimy do Deichmana, zwrot w stronę damskich bucików oczywiście, a tam rozmiary 42-43-44!!! Szok!!! No to przymierzam i nawet pasują. Trochę rozczarowanie jednak jest, gdyż nawet w damskim obuwiu moja stopa wygląda jak męska. Znaczy się jest długa, może nie duża - jest szczupła, ale długa. Czyli po prostu nie dziewczęco. Cos ala duża kobieta. Nie było poza tym żadnych butów na obcasie wyższym lub niższym w takich rozmiarach, ale to i tak niezły zonk, że można w normalnym sklepie coś takiego dostać. Polecam w każdym razie. Nie wiem, czy panie ekspedientki wyrozumiałe i tolerancyjne, ale ja przymierzałam buciki en homme bez strachu i się na nikogo nie oglądałam. Koniec końców nic jednak nie kupiłam, bo w sumie nie planowałam. Rozglądam się za jakimiś trampkami typowo unisex do chodzenia na codzień, ale jest jakiś straszny pomór w tej kwestii. Nawet nie chodzi o rozmiar. Nie ma prawie nigdzie nawet damskim. Znalazłam jak na razie tylko jeden sklep, no ale niestety buty nie na moją nóżkę. Aby uściślić chodzi mi o takie trampki wysokie ze wzorkami, nie czarne znane ze szkoły, tylko właśnie takie… inne. Moje kochanie przywiozło sobie coś takie z zagramanicy - jasne moro. No ale tam to co innego. U nas to wieś.
Drugi przystanek to ciuchland. Jeszcze w nim nie byłem, a duży, więc chwilę tam zabawiłyśmy. Dziś obmyśliłyśmy sobie gadanie szyfrem w sklepach. Aby nie prowokować za bardzo do dziwnych spojrzeń i uśmieszków, gdy oglądamy coś dla mnie to mówimy na przykład “to dla Kaśki”, albo “na Kaśkę to będzie pasować”. Moje kochanie to wymyśliło. Buziaki :* :). Ciuch jak ciuch. Trzeba oglądać wszystko po kolei bo można coś przegapić. Spódnice w większości to oczywiście dla starszych pań, spodni niestety nie trafisz odpowiednich bez przymierzania, gdyż nawet przymierzalni tam nie było, sukienki z lat 80-tych, więc zostały tylko bluzki. No i kupiłyśmy trzy, w tym trzy dla mnie :). Zaraz po przyjściu przymiarka. Pierwsza zielona z dekoltem koronkowym i taką samą tasiemką do okoła na wysokości “pod biustem” - super. Druga jasno różowa podobna ze sznurkiem, którego w żaden sposób nie mogłam rozgryźć - taka sobie (a wydawała się dużo fajniejsza). Trzecia czerwona w poziome pasy, długi rękaw… i lipa - rękaw za wąski. A była to bluzka, po którą poleciałyśmy w ostatniej chwili będąc już przy kasie, bo kochanie stwierdziło, że jednak fajna i może warto. No niestety niewypał. Gdyby nie ten rękaw to by była ok, a tak to tylko do oddania, bo dla mojego kochania jest ogólnie w za dużym rozmarze. Więc w sumie 7,5 złotego i mam jedną naprawdę fajną bluzeczkę. Z jednej strony warto chodzić często po różnych dużych ciuchach, gdzie towar jest w miarę często wymieniany, bo od czasu do czasu trafi się coś fajnego. A z drugiej strony takie częste wypady rujnują troszkę budżet. Ale kto tam by się na to oglądał gdy się chce ładnie wyglądać :). Szkoda tylko, że nie pokażę się w tym poza domem.
Skąd właściwie temat wpisu? Weekend oprócz tego, że w sumie był fantastyczny to jednak nie dane mi było poczuć się tak jak lubię , czyli kobieco. Większość osób nie znałam. Sporo facetów. W takim gronie naprawdę ciężko zachować indywidualizm, gdy testosteron jest roznoszony wraz z komarami. Wpada się w jakiś taki dziwny nurt. “Kiedy wejdziesz mięszy wrony, musisz krakać tak jak one”. Coś w tym przysłowiu jest, chociaż słowo “musisz” w takich sytuacjach nabiera nowego znaczenia - stajesz się częścią pewnej społeczności (w tym przypadku męskiej), która podświadomie kieruje tobą i “zmusza” do pewnych zachowań. I nie ma znaczenia, że dziewczyny są tuż obok. To się dzieje bezwiednie i nic na to nie byłam w stanie poradzić. Dopiero po powrocie do domu po jakimś czasie powracał mój stan z przed wyjazdu. No i dobrze. Podoba mi się to dużo bardziej.